Case study / Lokalny handelWszystkie projekty

Wielkie koncerny kupują zasięg. My kupiliśmy jeden kilometr.

Rodzinny sklep miał 500 zł miesięcznie na reklamę. Zamiast ścigać się z budżetami wielkich dyskontów, skoncentrowaliśmy kampanię na jednym kilometrze.

budżetu miesięcznie
500 zł
promienia kampanii
1 km
produkty co tydzień
2
do osiągnięcia celu
3 mies.

Rodzinny sklep. Najbliższa okolica.

Sklep miał długą historię i bliską relację z lokalnymi klientami. Budżet reklamowy był ograniczony, dlatego skupiliśmy się na mieszkańcach najbliższej okolicy.

Chcieliśmy przypomnieć im, co mają tuż obok: sezonowe produkty i sklep, do którego warto wstąpić po drodze.

Warzywniaki nie przegrały przez słabe pomidory. Przegrały przez wygodę.

Dzisiaj większość osób kupuje warzywa przy okazji. Wchodzi do dyskontu po kilkanaście rzeczy, więc pomidory, jabłka i ziemniaki trafiają do tego samego koszyka — nie dlatego, że są najlepsze, tylko dlatego, że są po drodze.

Nie zamierzaliśmy jedną kampanią zmieniać nawyków całego miasta. Musieliśmy dać mieszkańcom najbliższej okolicy wystarczająco dobry powód, żeby zrobili jeszcze jeden przystanek.

Jeden kilometr. Dwa produkty. Nowy powód co tydzień.

Co tydzień właściciele wskazywali dwa produkty, na które trwał sezon i które szczególnie warto było wtedy kupić. Na tej podstawie przygotowywaliśmy nową kreację i nowy komunikat.

Do projektu zaprosiliśmy profesjonalnego fotografa. Soczysta, letnia sesja produktowa sprawiła, że nie musieliśmy pisać, iż produkty wyglądają dobrze. Było to widać.

Reklamy uruchomiliśmy wyłącznie w promieniu jednego kilometra od punktów klienta. Nie płaciliśmy za wyświetlenia osobom, które i tak nie przyjechałyby specjalnie po dwa produkty. Na emisję reklam przeznaczaliśmy 500 zł miesięcznie.

„Jakość” przestała być hasłem, kiedy ją pokazaliśmy.

Jakość znajduje się w niemal każdym briefie i najczęściej nie znaczy nic, bo każdy deklaruje dokładnie to samo. Problemem nie jest jednak samo słowo, tylko brak dowodu.

My co tydzień nadawaliśmy jakości konkretną formę: dwa produkty wybrane przez właścicieli, aktualny sezon i zdjęcia, po których odbiorca od razu wiedział, po co ma pojawić się w sklepie. Dołożyliśmy do tego lokalność i polskość marki. Nie wymyślaliśmy przewagi w prezentacji — wykorzystaliśmy to, co sklep robił od lat.

Nie dopisaliśmy wyniku do arkusza. Zapytaliśmy właścicielkę.

W przypadku lokalnego sklepu nie mieliśmy wiarygodnego sposobu, aby przypisać każdą transakcję do kampanii. Zamiast produkować efektowny wynik na wygodnych założeniach, zapytaliśmy właścicielkę, czy widzi zmianę w sklepie. Potwierdziła większy ruch nowych klientów i jego przełożenie na sprzedaż.

W sklepie jest o wiele więcej nowych twarzy!

Po udanym sezonie klient zakończył kampanię.

Po trzech miesiącach właściciele ocenili sezon jako zadowalający i zakończyli kampanię na tym etapie. Nie oznaczało to, że reklama przestała działać — po prostu osiągnięty wynik był dla nich wystarczający.

Nie naciskaliśmy na kolejne miesiące obsługi. Uznaliśmy, że właściwą decyzją jest zamknąć ten etap i wrócić do rozmowy wtedy, gdy pojawi się nowy cel biznesowy.

Wniosek z tej współpracy

500 zł nie musiało konkurować z budżetem sieci. Musiało dobrze pracować na jednym kilometrze.

Masz mały budżet i konkretny lokalny cel? Porozmawiajmy.

Opowiedz nam o projekcie

Kolejna historia / Marka osobista

Najpierw uratowaliśmy stare posty